Strona główna prawda Prywatne szkoły wypuściły na rynek tysiące gównomagistrów. Co zrobi z nimi rynek?

Prywatne szkoły wypuściły na rynek tysiące gównomagistrów. Co zrobi z nimi rynek?

0
Prywatne szkoły wypuściły na rynek tysiące gównomagistrów. Co zrobi z nimi rynek?
źródło pixabay.com

Prywatne uczelnie powinny zwrócić czesne swoim słuchaczom. Wszystko za sprawą amerykanki, która rozpoczęła batalię o sensowność wybranego przez siebie kierunku, który reklamowany były jako „najlepszy, jedyny i dający kompetencję do podejmowania wyzwań w późniejszym, zawodowym życiu”.

Na terenie Polski działa kilkaset uczelni prywatnych, które reklamowo starają się skłonić potencjalnych odbiorców do pozostawienia paru groszy czesnego w zamian za kompleksową naukę. W ten sposób rośnie w kraju liczba gównomagistrów, którzy skończyli np. Wyższą Szkołę Dojarstwa i Ziołolecznictwa na kierunku socjologi. Przy okazji spada poziom nauczania. Dzięki pewnej amerykance (sic!) może się to w końcu zmienić.

Laska przeanalizowała co w ciągu dwóch lat „męczenia” wymarzonego kierunku wyniosła z zajęć. Gdy okazało się, że nauka zasypiania z otwartymi oczami i chrapania w rękaw tak, aby nikt nie słyszał, niewiele pomoże w zawodowym życiu, postanowiła sprawę wziąć w swoje ręce. Wytoczyła szkole proces o odszkodowanie i zwrot czesnego.

Nieważne co robisz zawodowo. Nikogo nie interesuje ile zarabiasz. Ważne jak się z tym czujesz i czy sprawia Ci to przyjemność.

Niestety uczelnie często zdają sobie sprawę, że ich program oraz proponowane kierunki „ssą pałę”. Osoby, które prowadzą te szkoły doskonale wiedzą, że większość z ich podopiecznych to kretyni lub lamerzy, którzy żyją od jednej do drugiej imprezy, a „zaliczenia” kojarzą im się bardziej z koleżankami z roku niż egzaminami.

Z tym, że cała ta hołota wybiega później na rynek pracy w poszukiwaniu zajęć. W między czasie kończy się hajs ze sprzedanej ojcowizny lub bank nie udzieli rodzicom kredytu. Wszystko za sprawą ciągłego powtarzania semestrów, które co i rusz dają szansę na wylevelowanie kolejnej partii tłumoków. Hajs musi się zgadzać. A jak płacą to trzeba ich co jakiś czas przepuszczać. I tak powoli do wymarzonego dyplomu…

Zaczynają pracę w call center na głodowych pensjach, szatkują kapustę w fastfoodach, cieciują na budowach lub żonglują ogórkami na ulicy. Jeżeli im to sprawia radość – spoko. Ale jeżeli nie jest to powiązane z kierunkiem studiów, które ukończyli z dyplomem powinni iść do sądu.

Zapewne przy takim obrocie spraw, conajmniej połowa prywatnych szkół wyższych ogłosiłaby upadłość. Kolejne, broniąc się przez jakiś czas starałyby się lawirować między absolwentami, a prawnikami. Część z nich postanowiłaby jednak zmienić kadrę i poziom nauczania.

Przy okazji woźna nie będzie stała tyle czasu przy maszynie, kserując dyplomy, które następnie rozdaje przy wyjściu. Komu popadnie.

 

Sama prawda.

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij